Asystent kierowcy: Pomaga czy szkodzi?

Współczesne samochody są już niemal jak samoloty pola walki. Radary, lidary, czujniki omiatające przestrzeń wokół samochodu, kamery…

Po co to wszystko? Po to, by jeździć coraz wygodniej i bezpieczniej.

Idea słuszna, ale… Musimy pamiętać, że systemy wciąż bywają zawodne i w określonej, niesprzyjającej sytuacji, zamiast pomóc, mogą doprowadzić do nieszczęścia.

Producenci samochodów doskonale chyba zdają sobie z tego sprawę, dlatego na różne sposoby starają się przypominać kierowcom, że nie jadą samochodem autonomicznym, że wszelkiego rodzaju systemy asystujące i wspierające tylko pomagają, a nie zastępują. Pełna odpowiedzialność spoczywa na kierowcy. Coraz bardziej polegamy na technologii i stajemy się przez to mniej uważni za kierownicą. Czy coraz częściej wyręczające nas – kierowców systemy asystujące nie prowadzą do skutków odwrotnych od zamierzonych przez ich twórców. Koronnym przykładem będzie zaufanie do nawigacji przez jednego z kierowców, którego jazda skończyła się w Wiśle.

Jednak to, że coraz bardziej ufamy elektronice i przestajemy być skoncentrowani na drodze to jedno. Drugim problemem jest fakt, że nie zawsze kierowcy zdają sobie w pełni sprawę, jak działają i jakim ograniczeniom podlegają systemy, z których korzystają. A trzecim, że i same systemy nie są jeszcze perfekcyjne. I w ten sposób powstaje niebezpieczny miks, który może doprowadzić do wypadku lub powstania niebezpiecznej sytuacji.

Weźmy aktywny tempomat. To jeden z tych wynalazków, do którego warto dopłacić, żeby mieć go na pokładzie. Jeśli jeszcze jest sprzęgnięty z asystentem jazdy w korku z systemem stop&go i dobrze działającym, aktywnym asystentem utrzymywania pasa ruchu, możemy się poczuć nieomal jak w aucie autonomicznym. I tak się (nieomal) poczuł kierowca podróżując na tempomacie lewym pasem na łuku (także prowadzącym w lewo) samochód zaczął niespodziewanie hamować. Dlaczego? Bo na prawym pasie znajdowała się ciężarówka i system uznał, że nagle przed maską znalazł się inny pojazd, mimo że oba znajdowały się w skręcie. Być może to wina zbyt szerokiego pola widzenia radaru, być może kwestia kalibracji (do podobnej sytuacji doszło również bez tempomatu – na wyświetlaczu HUD widać czerwony, migający napis HAMUJ). Powód nie jest istotny, fakt, że niespodziewane hamowanie podczas wyprzedzania na ekspresówce czy autostradzie może doprowadzić do kolizji – ktoś jadący z tyłu raczej takiego manewru się nie spodziewa. Fakt, że takie zbiegi okoliczności zdarzają się rzadziej niż częściej, ale się zdarzają i nie można zwalać tu całej winy na system, który – poza tą sytuacją – działał bez zarzutu. Dlatego nie można sobie pozwolić na dekoncentrację.

Z aktywnym tempomatem może współpracować też ISA – inteligentny ogranicznik prędkości, który zgodnie z decyzją UE ma być seryjnym wyposażeniem aut już od 2022 r.Jeśli występuje w opcji aktywnej, czyli takiej, która automatycznie dostosowuje prędkość do ograniczeń, też może – przynajmniej w obecnych wersjach – powodować zagrożenie. Tak było podczas jazd testowych Fordem Focusem na autostradzie. Auto zobaczywszy znak z 70 w czerwonym kółku zaczęło zwalniać. To niby dobra wiadomość, bo system zadziałał. Zła – o mało nie skończyło się to wypadkiem, bo zdezorientowany kierowca samochodu z tył nie był przygotowany na taki manewr. System ISA dostosował bowiem prędkość do znaku stojącego przy łącznicy prowadzącej do węzła. Na drodze głównej można było jechać 120 km/h. Z takimi sytuacjami nie radzi sobie zresztą większość systemów odczytywania znaków drogowych, tyle, że kończy się to jedynie wyświetleniem niewłaściwego znaku na tablicy zegarów lub wyświetlaczu przeziernym. Ale jeśli połączymy to z aktywnym ISA, może być źle.

Warto także pamiętać, że np. aktywny asystent utrzymywania pasa ruchu w niektórych samochodach działa dopiero od określonej prędkości. Jeśli korzystając z niego zwolnimy, system się dezaktywuje. Tak jest np. w Oplach, w których na pełną współpracę z asystentem możemy liczyć dopiero powyżej 60 km/h. Pułapką mogą okazać się także wszelakiej maści systemy wspomagające jazdę w korku. Niektórzy producenci zachwalają, że dzięki współpracy aktywnego tempomatu z systemem start&go (auto samo rusza, kiedy zrobi to poprzedzający go samochód i w staje, kiedy ten się zatrzymuje) z aktywnym asystentem utrzymywania pasa ruchu można wręcz zająć się na chwilę innymi sprawami, ciesząc się prawie-autonomiczną jazdą. Nie można, i to z dwóch powodów. Po pierwsze dokładne korygowanie toru jazdy nie wszystkim systemom wychodzi jeszcze najlepiej (czasem auto może „zataczać się” pomiędzy liniami rozgraniczającymi pasy ruchu), po drugie zaś podstawowy element tego systemu – radar – czyta zachowanie samochodu poprzedzającego. Co będzie jak kiedyś ktoś sprawdzając taki system, zostanie postawiony w stan pełnej gotowości, gdy w pełzającym korku auto z przodu gwałtownie przyspieszy by przejechać na „późnym żółtym”, a samochód kierowcy którym ten będzie jechał postanowi powtórzyć ten manewr? Na dziś żaden z systemów nie „czyta” jeszcze sygnalizacji świetlnej. Być może szkoda…

Nie znaczy to, że mamy odrzucać zdobycze technologii, które w założeniu służą podniesieniu naszego bezpieczeństwa. Musimy jednak pamiętać, że nawet najbardziej zaawansowana elektronika w pewnych sytuacjach może nie zadziałać lub zadziała nie tak, jak się tego spodziewamy. Dlatego nic nie może zwalniać kierowcy z odpowiedzialności za to, co robi za kierownicą. Właśnie dlatego droga do w pełni autonomicznej, nie ograniczonej obszarowo mobilności jest jeszcze daleka…

Skontaktuj się
Napisz

Informacje kontaktowe
JAREMA AKRYL
WOLA CICHA 150
36-060, GŁOGÓW MŁP
NIP 813-184-69-31
508 272 535
508 272 585
CSS@CARSHOPSERVICE.PL